Ciężarna 28-latka nie chciała ustąpić miejsca staruszce. „Chcieli mnie zlinczować”

Podróżowanie środkami komunikacji publicznej w Polsce przypomina walkę o przetrwanie i jest zdecydowanie czymś więcej niż przemieszczeniem się zmiejsca na miejsce.

W autobusie, metrze czy tramwaju możemy narazić się na sytuacje co najmniej przykre, a nawet niebezpieczne.

Ktoś, kto korzysta ze środków komunikacji codziennie, prędzej czy później spotka się z sytuacją, której wolałby nie doświadczyć.

28-letnia Milena, która jest w czwartym miesiącu ciąży, napisała do redakcji Papilot.pl o tym jak została potraktowana w autobusie przez staruszkę i kibicujących jej innych pasażerów.

„Ta przykra sytuacja miała miejsce 9 listopada około godziny 13.00. Wybrałam się na zakupy. Wsiadajac do autobusu zajęłam jedyne wolne miejsce wśród czterech siedzeń skierowanych do siebie. Pozostałe zajmowały 2 starsze panie i matka z dzieckiem na kolanach.

Dwa przystanki dalej wsiadła zadyszana staruszka. Na początku zatrzymała się przy drzwiach, bo nie za bardzo miała jak przejść dalej, ale zauważyłam, że zerka na mnie. Chyba oceniała sytuację. To znaczy szacowała, kto mógłby jej ustąpić miejsca. Ja nie miałam najmniejszego zamiaru. Jestem w ciąży i nie czułam się najlepiej. Poza tym miejsce mi się należało właśnie z tego powodu, że jestem ciężarna. „Niech inni jej ustępują”, pomyślałam sobie

Już po chwili starsza pani podeszła do Mileny i wprost poprosiła ją o ustąpienie miejsca.

Wyjaśniłam grzecznie, że nie zrobię tego, bo spodziewam się dziecka i muszę dbać o swoje zdrowie i samopoczucie.

Od razu poczułam na sobie kilka par oczu.

Zignorowałam je. Siedziałam dalej. Kobiecinę z torbami chyba zatkało, bo przez chwilę nic nie mówiła. Poza tym szybko pewien młody mężczyzna zaoferował, że ustąpi miejsca staruszce. Ona jednak nie chciała ze względu na to, że siedzenie było podwyższone. Powiedziała, że ma problem z poruszaniem się. Poza tym zależało jej, żeby usiąść na moim miejscu, bo tam była wolna przestrzeń na jej torby. Popatrzyła na mnie znacząco. Wtedy mężczyzna zaoferował, że zamienimy się wszyscy miejscami. Staruszka usiądzie na moim, ja na jego, a on stanie.

Ja jednak powiedziałam, że zostaję tu, gdzie jestem, bo też nie lubię foteli z podwyższeniami. Czułam jak atmosfera w autobusie się zagęszcza. Zauważyłam, że osoby siedzące najbliżej mnie są już żywo zainteresowane rozwojem sytuacji. Mimo to, nie miałam zamiaru się ruszać.

Następnie kolejne dwie młode osoby zaproponowały kobiecie swoje miejsce, ale one również jej nie odpowiadały. Tym razem dlatego, że musiałaby jechać tyłem do kierunku jazdy. Resztę podróżujących w najbliższym otoczeniu stanowili starsi i ta matka z dzieckiem. Coś mi mówiło, że nie zaoferują jej miejsca.

Jestem przekonana starsza kobieta wymyślała te powody. Zrobiła to z czystej złośliwości. Wiadomo, że starsze kobiety nie lubią młodych. Ja nie usiadłabym na tych miejscach. W normalnym stanie robi mi się na nich niedobrze, a co dopiero teraz, gdy spodziewam się dziecka.

Starsza kobieta po raz kolejny zwróciła się do Mileny

Zapytała, kim są moi rodzice, bo tak niewychowanej, młodej osoby jeszcze nie spotkała. Zaczęła narzekać, że źle się czuje i nie ma gdzie upchnąć swoich bagaży, na co ja odparłam, że gdyby tak bardzo źle się czuła, na pewno skorzystałaby z propozycji, które padły. Ale się nastroszyła. Naparła na mnie tymi bagażami i krzyknęła, że jestem bezczelna.

Dwie starsze panie siedzące obok mnie zaczęły gorliwie jej przytakiwać. Poczułam się jak w potrzasku. Zaraz odezwały się kolejne głosy, że wcale nie wyglądam, jakbym była w ciąży. Owszem mój brzuch jest jeszcze mały, a na dodatek zasłaniał go płaszcz. Zrobiło mi się gorąco. Postanowiłam ignorować ludzi, a zwłaszcza staruszki. Miałam nadzieję, że w końcu dadzą mi spokój.

Moment, który zapamięta do końca życia

Kobieta nachyliła się nade mną i jeszcze raz powtórzyła, żebym ustąpiła jej miejsca. Ta, która siedziała obok, chwyciła mnie nawet gwałtownie za rękaw. Przestraszyłam się, bo nikt się za mną nie wstawił. Tylko ta matka z dzieckiem patrzyła współczująco, ale najwyraźniej nie miała odwagi zaprotestować. Bałam się, że zostanę zlinczowana, bo ludzie dookoła patrzyli na mnie wrogo i wydawali się być po stronie staruszki. Wstałam i ze łzami w oczach wysiadłam na najbliższym przystanku. Czułam, że odprowadzają mnie „nienawistne” spojrzenia. Potem rozłakałam się i natychmiast wróciłam do domu. Nie miałam już ochoty na zakupy.

Ta sytuacja wydarzyła się w ciągu kilku minut. W trakcie mijania jednego przystanku. Bardzo mną wstrząsnęła. Staruszka i pozostali ludzie byli tacy agresywni. Od razu mnie ocenili. Nie wiem, czy nie wierzyli, że jestem w ciąży, czy chodziło o to, że nie wyglądam, jakbym źle się czuła. W każdym razie potraktowali mnie w sposób okrutny. Trudno będzie mi o tym zapomnieć.

Nie wiem, właściwie po co to wszystko opisałam. Chyba potrzebowałam wyrzucić z siebie negatywne emocje. A może powinnam zgłosić to zajście?

Kto Waszym zdaniem miał słuszność w tej sytuacji?