Postanowiła sama przetestować freebleeding. Efekty poznała już pierwszego dnia, mimo to kontynuowała eksperyment

Freebleeding przybiera na sile i zainteresowaniu ze strony kobiet. Choć dla zdecydowanej większości jest kompletnie niezrozumiały, coraz więcej kobiet decyduje się na swobodne krwawienie.

Jak w ogóle zaistniał ten pomysł pisaliśmy TU.

Kobiety publikują swoje doświadczenia i zdjęcia z krwią menstruacyjną.

A post shared by Marisa Chebul (@marisachebul) on

Kanadyjska dziennikarka, Aurora Tejeida postanowiła sama spróbować, czy wrażenia, które opisują kobiety będą tożsame z jej własnymi.

Dzień 1

Pierwszego dnia dziennikarka miała szczęście mieć wolny dzień i być w domu. Siedziała na ręczniku, oglądała telewizję i obserwowała ilość i częstotliwość faz krwawienia. Zwróciła uwagę, że krawienie nie jest ciągłe i zdecydowanie mniej obfite niz sądziła.

Na noc pościeliła ręcznik i zdecydowała się spać bez żadnego zabezpieczenia.

Była mocno zdziwiona faktem, że nie poplamiła pościeli: „Dodatkowy plus był taki, że nie musiałam stresować się tym, żeby wstać o 5 rano i zmienić tampon, żeby uniknąć zespołu wstrząsu toksycznego”.

Dzień 2

W przypadku Auory, jak sama przyznała, drugi dzień jest najbardziej obfity. Mimo, że miała dużo rzeczy w planach, nie zrezygnowała z freebleedingu.

Podczas aktywności okazał się on bardzo niekomfortowy. Joga zdecydowanie nasilała skurcze i wzmagała krwawienie. Czarne legginsy były po niej mocno poplamione krwią.

Aurora jednak ocenia, że znacznie zwiększyła się jej świadomość ciała i tego kiedy i jak krwawi w różnych sytuacjach.

Potem z przyjaciółmi wybrała się na pizzę.

„Jeśli chcecie poczuć się naprawdę wyzwolone, spróbujcie tego. Nieprzejmowanie się to najlepsze uczucie na świecie”

A potem do kina.

Przed wyjściem umyła się, ale w kinie spędziła 2 godziny, z jakim skutkiem?

„I wszystko było w porządku! No, prawie. Zdecydowanie poplamiłam majtki i moje czarne dżinsy po wewnętrznej stronie. Ale żaden kinowy fotel nie ucierpiał, daję słowo”.

Dzień 3

Trzeciego dnia nie mogła zaryzykować. Miała pojawić się w nowej pracy.

„Nie chciałam zakładać tamponu, ale też nie chciałam poplamić krwią moich jasno szarych spodni. Zdecydowałam się więc założyć wkładkę higieniczną. Co ciekawe, okazało się, że trzeciego dnia prawie w ogóle nie krwawiłam”.

Jak ocenia freebleeding? Czy zrobiłaby to raz jeszcze, a może zawsze?

Aurora odpowiada na te pytania przecząco. Jednak doświadczenie wpłynęło na jej podejście do sprawy menstruacji.

„Czy zrobiłabym to ponownie? Prawdopodobnie nie podczas całego okresu, ale zdecydowanie nie będę więcej spać z tamponem, tylko z wkładką. Wcześniej próbowałam kubeczka menstruacyjnego, ale nie mogłam go używać. Jego aplikacja była dla mnie zbyt bolesna. Zdecydowanie będę zakładać tampon, gdy będę wybierać się do pubu albo do kina, do pracy albo z wizytą do znajomych. Od czasu wykonania eksperymentu zmniejszyłam ilość używanych środków higienicznych o 2/3 i innym kobietom polecam to samo.”

Rozumiecie o co chodzi w tej idei. Zdecydowałybyście się na podobny eksperyment?

Źródło zdjęcie tytułowe: instagram