‚Prosimy o nie zabieranie dzieci do lat 12.’ Taka prośba znalazła się na zaproszeniu ślubnym.

Ostatnio coraz częściej zdarza się prośba na zaproszeniu o „nie zabieranie dzieci na wesele”. W końcu to Państwo młodzi mają swój dzień i to oni ustalają zasady, jak i z kim chcą go spędzić.

Jest to jednak prośba, na którą wiele matek reaguje oburzeniem. W sieci pojawiały się opinie i komentarze jasno wskazujące, że takie prośby nie cieszą się zrozumieniem ze strony licznej rzeszy rodziców.


 
Ela jest autorką fanpejdża Okiem Elizabed, jest matką dwóch synów 3-letniego i niespełna rocznego. Ela na tego typu prośby reaguje z pełnym entuzjazmem. I dodała od siebie kilka słów argumentujących dlaczego to słuszne.

„Jeśli matka-wariatka otrzymuje zaproszenie na ślub/wesele z dopiskiem „prosimy o nie zabieranie dzieci do lat 12” kabelki w jej mózgu – tak zwane styki – przestają łączyć i zaczyna się prawdziwy koszmar.

Jak to do ch… jasnego bez MOJEGO dziecka? Skoro on ma 2 latka i chce potiniać na weselu, najlepiej podczas pierwszego tańca pary młodej, ładując się im pod nogi, psując cały nastrój i rwąc młodej sukienkę, ja matka Polka mam mu zabronić? Nie wziąć?! Po Waszym trupie, moi drodzy! No i chyba wiadomo, że w wyżej wymienionych sytuacjach, mamusia jedyne, co robi, to bije brawo i nagrywa swojego zabawnego syncia. Wszyscy, cała sala, czuje zażenowanie zaistniałą sytuacją, tylko nie mamusia przekonana o geniuszu swojego dziecka.

A najlepiej jak już ten cyrk z Dejwidkiem zacznie się w kościele, młodzi, wiadomo w stresie, mają wyznać sobie miłość, połączyć się węzłem małżeńskim, piękny moment, byś rzekł. Niestety, do akcji znowu wkracza cudne dzieciątko, które uznało, że marzy mu się bajka, najlepiej świnka Pepa, i żeby ją dostać, drze się z całych swoich małych sił. Młodzi przed ołtarzem nie słyszą nawet własnych myśli, a co dopiero k…, słowa księdza, a mamusia co? „Och no synku, zrozum, mamusia chce zobaczyć ten piękny moment, więc siądź sobie tu na ławeczce i w spokoju wyrzuć swoje negatywne emocje.” Serio k…?

Ostatnim argumentem za tym, by dzieciak nie szedł na wesele jest zazwyczaj stan upojenia alkoholowego gości. Mamusia wpadając na salę nagle zapomina, że ma dzieciaka, a nawet jeśli pamięta, to chcąc nie chcąc musi się on przedzierać miedzy nogami naje…ych, zazwyczaj bardzo ludzi, potem jęczy, że chce spać, mamusia się denerwuje na młodych, że nie zapewnili pokoju dla dzieci i ogólnie to ch….e to wesele, mogłam zostać w domu, na to samo by wyszło.

Serio, mamusie, o weselu powiadamia się dużo wcześniej i jeśli młodzi proszą o nie zabieranie dzieci, to to uszanujcie, macie bardzo dużo czasu, żeby poszukać kogoś odpowiedniego do opieki na ten jeden wieczór. Wy się wybawicie, a dziecko bez Was nie umrze. Wszyscy będą zadowoleni, a dzwonienie z wielkimi pretensjami zaraz po dostaniu zaproszenia tylko utwierdzi młodych w tym, żeby Waszych dzieci nie zapraszać. Każdy ma prawo do spędzenia tego dnia/wieczoru tak jak chce, a Waszym zadaniem jest to uszanować. I tylko o Was świadczy, jak podejdziecie do tej sprawy.

Już pomijam fakt, że matki zabierają te dzieci na siłę na ten ślub tylko po to, żeby się nimi pochwalić. Chyba nie myślicie, że nie mają z kim ich zostawić? Po prostu k…, często to jedyny aspekt ich życia, którym mogą się pochwalić i dlatego wpychają te biedne dzieci wszędzie, gdzie się da.

Mogłaś obronić pracę magisterską, ale matka wtedy i tak ci powie, że wychowywanie dzieci jest ważniejsze i lepsze a Ty nie wiesz nic o życiu, doktorat Ci szklanki wody nie poda, niestety.

Oczywiście nie można pakować wszystkich do jednego wora, więc są też mamy, które potrafią panować nad swoimi dziećmi, i tylko te mamy nie mają żadnego problemu z uszanowaniem decyzji młodych.”

A jak naszym czytelnikom podoba się pomysł podobnej prośby i argumentów za nią przemawiających?