To dom, w którym znaleziono ciała czterech noworodków. Jedno było w piekarniku

Rodzina ze wsi Ciecierzyn była pod opieką pracowników pomocy społecznej. Zauważyli oni, że kobieta jest w ciąży, ale podczas wizyty nie stwierdzili dziecka.

Na wszelki wypadek zawiadomili policję, która 12 grudnia podjęła interwencję. Szczątki noworodka odkryto w piekarniku. Po dokładnych oględzinach policja natknęła się na ślady kolejnych ciał. Było ich w sumie cztery.

Jak podaje lokalny portal kluczbork.naszemiasto.pl, noworodki pochodziły z różnych ciąż. Stan szczątków miał świadczyć, że ciąże te były w dużych odstępach czasu.

Sprawa dotyczy pary 36-letniego Dawida, który jest kierowcą ciężarówki i 27-letniej Aleksandry, która podejmowała prace interwencyjne finansowane przez urząd pracy w placówkach takich jak świetlica wiejska czy przedszkole.

Para nie była małżeństwem. Mieli 6-letniego syna. Z Ciecierzyna pochodził Dawid, niedaleko mieszkają jego rodzice. Z Olą mieszka kilka lat.

Mieszkańcy wsi są w szoku, mówią, że to normalna rodzina. Znają Dawida i jego rodziców od zawsze. Nikt we wsi nie miał pojęcia, że Aleksandra tyle razy była w ciąży.

„To kobieta przy tuszy. Kiedyś wydawało nam się w pracy, że jest w ciąży. Kiedy zapytaliśmy ją o to, odpowiedziała: „Gdzie tam, ja taka gruba jestem!”

Cały teren został otoczony przez policję, która dokładnie przeszukała posesję.

6-letni syn pary został odebrany z przedszkola przez pracowników służb opiekuńczych.

Oboje zostali aresztowani. Aleksandrze postawiono zarzut zabójstwa, a nie dzieciobójstwa, które jest uśmierceniem dziecka w okresie porodu i karane łagodniej od 3 miesiecy do 5 lat. Sekcja noworodka, który urodził się 30 listopada wykazała, że został uduszony. Zmarł przez umieszczenie w reklamówce.

Dlatego prokuratura uznała, że zbrodnia była zaplanowana i postawiła matce zarzut zabójstwa. Kobieta nie przyznała się do winy. Grozi jej od 8 lat do dożywocia.

Dawid także jest przesłuchiwany. Na razie nie postawiono mu zarzutów.

Nie chce się wierzyć, że do takich zbrodni dochodzi pod nosem sąsiadów, otoczenia, które postrzega sprawców jak zwyczajnych ludzi, niczym szczególnym się nie wyróżniających, nie sprawiających wrażenia zwyrodniałych morderców…