W każdej szkole jest biedne, źle ubrane dziecko, które jest wyśmiewane. To byłam ja

Według oficjalnych statystyk co trzeci uczeń cierpi na prześladowanie przez rówieśników. Jednocześnie większość przypadków pozostaje poza wiedzą szkoły.

Często nawet rodzice nie podejrzewają, że dziecko ma problemy. Co gorsza, besztają za złe oceny i wagary, nie zdając sobie sprawy z prawdziwej przyczyny zmiany zachowania.

Dziś posłuchajcie o doświadczeniach pewnej kobiety i o tym, jak wpłynęły na jej przyszłość.

„Wszystko zaczęło się, gdy poszłam do 5 klasy w nowej szkole. Na tym zdjęciu jestem po czwartej klasie – dokładnie 3 miesiące przed poznaniem nowych „przyjaciół”.

Początkiem wszystkiego była ankieta społeczna w nowej klasie: Pani miała pytać o rodziców. Podeszłam do niej i poprosiłam, aby nie pytała o to głośno. Zgodziła się, a potem zapytała: „Kto mieszka z opiekunami?” Wszyscy milczeli, ja też. Podeszła do mnie i powiedziała: „Dlaczego nie podniesiesz ręki, mieszkasz przecież z ciotką?” – Oczywiście przez klasę przebiegł dziecięcy śmiech. Przez kilka tygodni wskazywali na mnie palcami i głośno wytykali, że nie mam rodziców. Na szczęście nikt nie wiedział, że mój ojciec umarł, a moja matka musiała mnie oddać, inaczej by o tym rozmawiali.

To było strasznie przykre. Nawet po wielu latach, kiedy byłam na studiach, wciąż zamierałam ze wstydu, gdy urzędnik omawiał mój status. Chociaż oczywiście nikt się z tego nie śmiał.

W szkole sytuację dodatkowo komplikował fakt, że zawsze byłam doskonałym uczniem i podnosiłam rękę, nawet gdy nauczyciel zadawał retoryczne pytania. Oczywiście dodano kolejny do długiej listy obraźliwych pseudonimów – kujonka.

Koledzy z klasy schowali mój plecak i przykleili gumę we włosy

Niestety nie kupiono mi plecaka, więc chodziłam ze starą teczką mojego kuzyna. Był 11 lat starszy ode mnie. Jego teczka wyglądała tak, że wszyscy, śmiali się ze mnie. Wrzucili mi ją na wysoką szafę, skąd nie mogłam go zdjąć, nawet gdybym wspięła się na krzesło. Wysypywali zeszyty, podręczniki, długopisy i rozrzucali po całej klasie. Czasem chowali mi go tak, że nigdzie nie mogłam go znaleźć i płakałam z bezsilności i gniewu. Gdzieś przed siódmą klasą zaczęłam zostawiać teczkę przed szkołą i brałam książki w ręce. Nieszczęsną teczkę zabierałam w drodze powrotnej.

Innym „symbolem” mojego dzieciństwa – były spodnie sportowe, które wyglądały jak męskie spodnie dresowe, były rozwleczone, za duże i wyglądałam w nich jak klaun. Wiedziałam już, że nie ma pieniędzy, więc nawet nie marzyłam, aby poprosić opiekunów, aby kupili mi inne ubrania.

Kiedy po raz pierwszy przyszłam na lekcję wychowania fizycznego, chciałam zapaść się pod ziemię: wszyscy się śmiali. Nawet dziewczyny. Pod koniec semestru byłam skłonna uciec od ciotki. Ogólnie rzecz biorąc, do końca roku chodziłam na w-f w dżinsach, nauczyciel wychowania fizycznego karał mnie za to dwójami, ale nikt się nie śmiał.

Trzecia – i ostatnia – część. W jednym z tych „pięknych” dni łobuz, który siedział przy ostatniej ławce, podszedł do mnie w trakcie lekcji i przykleił mi gumę we włosy. Nagle wybuchnęłam płaczem. Nauczycielka pozwoliła mi wrócić do domu. Nikt nie przyszedł do szkoły, żeby się dowiedzieć co się stało, nikt nie obiecał, że go ukarze – jednym słowem czuł się bezkarny. I przez kilka miesięcy musiałam robić wysoki kucyk lub warkocz, aby nic nie wystawało, ponieważ kępa moich włosów musiała zostać wycięta. Guma nie chciała się odkleić.

Ten sam kolega z klasy znalazł mnie w sieci społecznościowej 10 lat po ukończeniu szkoły i napisał: „Cześć! Pamiętasz mnie? ”Oczywiście, nie mogłam sie powstrzymać i zapytałam:„ Pamiętasz, jak włożyłeś mi gumę we włosy? ”Powiedział „Nie” i dodał zdziwioną emotkę. Dowiedziałem się więc, że coś, co na całe życie zapada w pamięć jednej osoby, nie pozostawia śladu w duszy innej.

Ukończyłam szkołę średnią z wyróżnieniem.

Nękanie ustało na początku 8 klasy, kiedy liczyło się dostanie do szkoły średniej. Uważano mnie za najmądrzejszą i potrzebowali pomocy. I ja tego potrzebowałam. Ktoś po raz pierwszy od kilku lat powiedział mi nawet „dziękuję”.

Ukończyłam szkołę średnią z wyróżnieniem. Ale teraz miałam iść na studia. To była przerażająca perspektywa. Tak upiorna, że użyłam nożyczek by fizycznie odczuć ból, który i tak nie dorównał temu w duszy. (Co widać na zdjęciu) Na szczęście było to bardzo lekkie uszkodzenie, ledwie zadrapanie. Po prostu nowa szkoła i to było przerażające: ktoś znowu mnie potępi lub zobaczy mnie w starych dżinsach i zacznie się śmiać. Niestety, strach ten pozostał do tej pory. Żadna logika nie jest w stanie go pokonać.

W tym czasie zdecydowałam, że relacje między ludźmi powinny być ekonomicznie opłacalne: ty – mnie, ja – tobie. Próbowałam więc uzyskać najlepsze oceny, aby można było je wymienić na „bezpieczeństwo”. Na uniwersytecie nie było już trolli ani dokuczania, ale odruch pozostał: denerwuję się, kiedy nie mogę zrobić czegoś perfekcyjnie. Prawdopodobnie dlatego mam dyplom z wyróżnieniem.

Na liście rzeczy, którymi chciałam utrzeć nosa swoim szkolnym oprawcom, jest wiele rzeczy:

książka z opowiadaniami, opublikowana na własny koszt, oraz druga książka, która ukaże się za kilka miesięcy (już opłacona przez wydawnictwo);
kilka zwycięstw w międzynarodowych i krajowych konkursach literackich;
kilkanaście publikacji w czasopiśmie literackim i artystycznym;
państwowy grant, wygrana i realizacja;
kilka certyfikatów różnych kursów – od programowania do rysunku;
artykuły w prasie i wywiad w telewizji

Nie sądzę, bym miała wewnętrzną siłę, by to wszystko zrobić, gdybym nie miała prześladowców w dzieciństwie. Dlatego częściowo jestem im wdzięczna.

Teraz próbuję rozwiązać problemy z pomocą psychologa

3 lata po studiach postanowiłam skonsultować się z psychologiem. Problem był dziwny i nie kojarzyłam go z nękaniem w szkole: trudno mi było chodzić do miejsc publicznych. Byłam zagubiona, zawstydzona i najczęściej zawracałam przy wejściu i wychodziłam.

Psycholog powiedział, że nastolatki organizują „stada” i ważne jest, aby być częścią grupy, a nie samowystarczalną jednostką. Jako dziecko nie zostałam przyjęta do żadnego ze „stad”, więc nie mogłam przejść tego etapu i przejść do następnego, gdy grupa nie jest już ważna, a ważnym się jest dla siebie – takim jakim się jest.

Po spotkaniach ze specjalistą byłam w stanie jeździć konno prawie bez obaw (była – o mój Boże – ogromna liczba ludzi i początkujących dżokejów), pozwolić fryzjerce zapleść sobie warkocze, a nawet latać balonem z nieznajomym pilotem.

Ogólnie byłam kilka razy u psychologa – to wystarczyło i stało się jasne: aby poradzić sobie z problemami, musimy zrobić więcej niż to, co wydaje się przerażające. Porada, aby stale przypominać sobie, że nie jestem bezbronną uczennicą, ale młodą kobietą. Działa poprzez powtarzanie tej mantry.

Chociaż byłoby jeszcze lepiej, gdyby wiele lat temu była przynajmniej jedna osoba dorosła, która zdałaby sobie sprawę, że jestem w trudnej sytuacji. Niestety w moim dzieciństwie nie było takiej osoby.

W imieniu byłej, co trzeciej prześladowanej, chcę powiedzieć do rodziców: pamiętajcie, że jeśli dziecko nagle zacznie się uczyć lub przeciwnie nagle przestanie, to nie znaczy, że jest złe. Może po prostu nie przyznawać się do czegoś, co uważa za wstydliwe i haniebne.

Źródło i Fotografie: top30news