Drogie nasze synowe, a teraz pozwólcie swoim teściowym, których tak nie lubicie, powiedziec coś sobie. Co zrobiłaś, żeby mieć tego mężczyznę?

Co zrobiłaś, żeby mieć tego mężczyznę?

Ogólnie nic – pkręciłaś się, zatrzepotałaś rzęsami i wszystko.

To my stworzyłyśmy tych mężczyzn, znosząc wszystkie niedogodności, z którymi mierzą się kobiety w ciąży. Sprowadziłyśmy ich na ten świat, potem wychowywałyśmy ich przez wiele lat (często samotnie), opiekowałyśmy się nimi, szukałyśmy najlepszego przedszkola, szkoły, a potem pracy.

A potem przyszłaś jedna z drugą i zabrałaś nam nasze dzieci, mówiąc, że wiesz lepiej, czego potrzebują. Jakim cudem? Czy skakałaś jak koza przez całą noc, kiedy wychodziły im zęby? Czy chodziłas na wywiadówki i zażegnywałaś spory z kolegami i nauczycielami, ile nie przespałaś nocy, gdy miał wysoką gorączkę? Martwiłaś się, jak zdadz egzaminy? Nic nie zrobiłaś. Dlatego waga twojej opinii jest wprost proporcjonalna do twojego wkładu w życie mężczyzny. To znaczy w przybliżeniu zero.

Co mówisz? Że jest dorosły i sam wie co dla niego dobre? Mężczyźni są wiecznymi dziećmi. Dziś ma w głowie jeden kaprys, a jutro inny. Zadaniem kobiety jest skierowanie tej energii we właściwym kierunku. Ty tego nie potrzebujesz, on tego potrzebuje. Żeby miał normalną pracę. Żeby nie jadł fast foodów i innych śmieci. Nie chodził w brudnym i podartym ubraniu. I kolejne 100 000 „żeby”. To jest życie rodzinne, a nie zabawa. To jest odpowiedzialność! I dlatego my, takie złe teściowe, dbamy o to, żeby obok naszego syna była porządna, troskliwa kobieta.

Drogie synowe. Najlepiej, abyście nie toczyły z nami walki, ale były przyjacielem. Bo wasi mężczyźni, zmęczeni waszą obojętnością i egoizmem, pójdą po radę i pomoc gdzie? Do swoich matek.

I pamiętajcie o mądrości ludowej – „mężczyzna ma wiele kobiet, a matkę – jedną”.

Wioletta 54 lata.

Źródło i Miniatura wpisu: intermarium.news