Gorzki los matki i kobiety pracującej

Z powodu braku pieniędzy Elżbieta, żona i matka dwóch córek, została zmuszona do wyjazdu do Włoch w celach zarobkowych.

Pożyczyła pieniądze od sąsiadów na podróż i wyruszyła w świat, aby dać swoim córkom lepszy los.

Początkowo Elżbieta opiekowała się sparaliżowaną 90-letnią kobietą. Karmiła, myła, zabierała na spacer na wózku inwalidzkim. Kiedy jej podopieczna zmarła, dostała pracę jako gospodyni domowa w zamożnej włoskiej rodzinie. Trzeba było sprzątać duży trzypiętrowy dom i gotować dla siedmiu osób. Była tak zmęczona, że późnym wieczorem padała bezradnie na łóżko. Nie pojechała nawet na pogrzeb matki – bała się utraty pracy.

Co miesiąc kobieta wysyłała do domu pieniądze i paczki. Cieszyła się, że obie córki studiują na uczelniach: jedna medycynę, druga pedagogikę. Mąż przysłał jej zdjęcie nowego dwupiętrowego domu, który zbudował za zarobione pieniądze. „Wyremontowałem wszystkie pokoje, podłączyłem wodę, zamówiłem nowe meble. W środku są dwie łazienki i kotłownia – chwalił się w liście Andrzej. „Kiedy wrócisz do domu, zamieszkamy w nowym domu”. Elżbieta chciała zarobić więcej na samochód, o którym marzył jej mąż. Tak, a córki muszą mieć piękny ślub, chciałaby im kupić mieszkania…

A potem była tragedia. elżbieta spadła z pierwszego piętra, kiedy myła okna i złamała kręgosłup. Leżała w szpitalu prawie miesiąc, ale nie mogła stanąć na nogi. Pracodawcy zapłacili za jej lot do domu. Mąż wyjechał po nią niedawno zakupionym samochodem. Nie przytulił jej, ani nie pocałował, chociaż nie widzieli się od wielu lat. A i córki nie przywitały jej lepiej. „Jakie jesteście dorosłe i piękne” – powiedziała Elżbieta ocierając łzy. – Tak bardzo za wami tęskniłam. Uściskajcie mnie”. Ale dziewczyny spojrzały zmieszane na leżącą matkę, bojąc się podejść bliżej.

Położyli Elżbietę na łóżku w letniej kuchni. Nie chcieli wprowadzić do nowego domu. – Będzie ci wygodniej leżeć tutaj. Będziesz wyglądała przez okno na drogę, na ludzi – powiedział mąż, chowając wzrok. Elżbietą zaopiekowała się sąsiadka. Andrzej czasem zaglądał. „Jak się masz? Wszystko w porządku?” Pytał i szybko uciekał. Córki rzadko przyjeżdżały. Tłumaczyły, że są bardzo zajęte.

Kiedyś Andrzej wszedł do kuchni, usiadł na krześle przy łóżku.

„Może lepiej Ci będzie w domu opieki. Będziesz tam dobrze zaopiekowana. Są tam na miejscu lekarze i pielęgniarki. Już zarezerwowałem i opłaciłem Ci miejsce – powiedział. Elżbieta odwróciła się do ściany i gorzko zapłakała.

Tydzień później kobieta została zabrana do domu opieki, w którym do późnej starości żyli samotni ludzie starsi i niepełnosprawni. „Czy masz kogoś?” – zapytał współlokator. Elżbieta milczała.

Pewnego dnia mąż zadzwonił do Elżbiety:

„Chcę się z tobą rozwieść, bo mam inną kobietę. I stałaś się dla mnie kimś obcym.” „Kiedy wysyłałam ci pieniądze, nie byłam Ci obca. Tak ciężko na nie pracowałam. Z ich powodu stałam się kaleką – płakała Elżbieta. – A teraz będziesz mieszkać z inną kobietą w domu, który zbudowałeś za moje pieniądze i wozić ją moim samochodem.” Więcej już nie dzwonił.

Elżbieta córek się nie doczekała. Nigdy nie odwiedziły swojej matki – zapewnił pracownik pensjonatu. Nawet gdy starsza wychodziła za mąż, nie zaprosiła jej na wesele. Kobieta dowiedziała się o tym od odwiedzającej ją znajomej sąsiadki. – Oni nawet o tobie nie wspominają – powiedziała gorzko.

W sercu kobiety było dużo bólu, och, jak żałowała, że ​​wyjechała w świat, by dać im lepszy los – a straciła obie córki i męża, a nawet siebie.

„Wybacz im, Panie” – modliła się Elżbieta, trzymając w rękach ikonę Matki Bożej. „Oby wszyscy byli zdrowi”.

Zmarła jesienią. Padało. Ani były mąż, ani córki nie przyszli na pogrzeb, chociaż zostali poinformowani o śmierci matki.

Elżbiecie w jej ostatniej podróży towarzyszyła obsługa pensjonatu, wszyscy myśleli, że jest samotna i nikt nawet nie domyślił się, że ma córki i męża…